czwartek, 2 lipca 2015

proszę, mów wyraźnie






































Jednym z moich marzeń w dzieciństwie było zostanie aktorką na starość (to chyba powinno być już?!). Marzyłam też o tym by być okulistką (to wówczas, gdy nosiłam okulary). Wracając jednak do dominującego marzenia o aktorstwie…
Miałam chyba 13 lat, gdy uczęszczałam do przyszkolnego teatrzyku, z którym występowaliśmy czasem przed lokalną publicznością. Często brałam udział w szkolnych przedstawieniach. Pamiętam też, gdy razem z przyjaciółkami Magdą i Asią robiłyśmy domowe próby do "Świtezianki" Adama Mickiewicza. O rany…to były czasy! ;)

Do skryptu "Wyrazistość mowy scenicznej", który dostałam kiedyś od pewnego aktora, zaglądam by od czasu do czasu pokatować swoją dykcję. Łatwo nie jest.
Polecam spróbować:


LINGWOŁAMANKI

Trębacz trąbi na wieży, nikt temu nie wierzy.
Bartnik wlał w gardło cierpki płyn.
Kasia kupiła w sklepie kolorową konwekę.
Tracz tarł tarcicę tak takt w takt, jak takt w takt tarcicę tartak tarł.
Częstsi uczestnicy uczt czują często czczycę. 
Buchł łbem w dąb.


albo wiersze


„Nie pieprz Pietrze”  Jan Brzechwa
Nie pieprz, Pietrze, pieprzem wieprza,
Wtedy szynka będzie lepsza.
Właśnie po to wieprza pieprzę,
Żeby mięso było lepsze.
Ależ będzie gorsze, Pietrze,
Kiedy w wieprza pieprz się wetrze!
Tak się sprzecza Piotr z Piotrową,
Wreszcie posłał po teściową.

Ta aż w boki się podeprze:
Wieprza pieprzysz, Pietrze, pieprzem?
Przecież wie to każdy kiep, że
Wieprze są bez pieprzu lepsze!
Piotr pomyślał: „Też nie lepsza!
No, i dalej pieprzy wieprza.
Poszli wreszcie do starosty,
Który znalazł sposób prosty:
Wieprza pieprz po prawej stronie,
A tę lewą oddaj żonie.
Mądry sąd wydała władza,
Lecz Piotrowi nie dogadza.

Klepać biedę chcesz, to klepże,
A ja chcę sprzedawać wieprze.
Błaga żona: „Bądź już lepszy,
Nie pieprz wieprza!” A on pieprzy.
To Piotrową tak zgniewało,
Że wylała zupę całą,
Piotr zaś poszedł wprost do Wieprza
I utopił w Wieprzu wieprza.


KUPAŁA     L. Konopiński
Poleciała w niebo kupidyńska strzała –
to noc świętojańska, inako kupała.
Niecha nam piszczkowie pięknie zapiskają,
Głos dawamy trąbom, dudom, szałamajom!
Bogdaj brzmią gęśliczki, skrzypki i puzany,
Wżdyć rychło oświtnie nam dzionek zarany!
Odprawujmy społem pieśniczki i tańce,
nim jutrzenka swoim ozbłyśnie różańcem!



LATO            L. Marjańska
W złoty gąszcz wleciał chrząszcz, buczy.
Słowik śpiewać się uczy. W stawie ochoczo żaby rechoczą,
nad nimi komar bzyka. I to jest właśnie muzyka.
Szara pliszka w czarnym fraczku zatrzymała się na krzaczku,
by z jednego gorsu dziobkiem strzepnąć pyłku żółtą kroplę.
-O, jak nisko zaszło słońce, czas lecieć na żabi koncert.


Powyższe teksty pochodzą z przytoczonego skryptu, napisanego przez doc. Jadwigę Skupnik Kurowską i wydanego w 1987 roku. 
Prawdziwe cacko w domowej bibliotece.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza